Yalla!

Yet another piece from the collection Over Land, Over Sea that I translated as part of the Journeys in Translation project. This one, written by Trevor Wright, is actually my favourite one. What I like most about it is the powerful imagery that sticks in one’s mind long after one has finished reading. And the hope it brings, too.

***

Yalla

Shadowed by fissured rock,
fingers funnelling cooling sand,
the pull of the moon carving
the rhythm I need to pierce
the gloom, smell the horizon,
taste futures. I hunker down
to take soft hand to hand as
she quietly asks, who hears?
Who sees? Will land touch us?
Night folds in. Of course, I laugh.
The stars listen, the moon sees,
new land will find us. Yalla!

Yet another dawn,
chin to chest, rib to rib, my
last daughter curves in my lap,
exposed to a firmament fully
intent on pressing our shared
breath to the depths. I raise
my trailed palm, cool my brow,
wrinkled fingers stroke dreams,
residue all at odds with the tides.
Does anyone tune into the stars?
Who cares what the moon sees?
Will land reach out? Yalla. Yalla!

***

Yalla[1]

W cieniu spękanej skały
Palce przebierają stygnący piasek
A przyciąganie księżyca rzeźbi
Rytm, którego mi trzeba, by przebić
Mrok, poczuć zapach widnokręgu,
Smak możliwych przyszłości. Kucam,
By wziąć jej miękką dłoń w swoją,
Gdy cicho pyta, kto słyszy?
Kto widzi? Czy ląd nas dosięgnie?
Zapada noc. Śmieję się: oczywiście.
Gwiazdy słuchają, księżyc widzi,
Nowy ląd nas znajdzie. Yalla!

Kolejnego ranka,
Oparta brodą o moją pierś, ostatnia
Córka kuli się na moich kolanach,
Tuż pod sklepieniem, które usilnie
Chce zepchnąć nasz wspólny
Oddech w głębiny. Podnoszę
Rękę i schładzam czoło,
Pomarszczone palce głaszczą sny,
Osad, co powstał wbrew ruchowi fal.
Czy ktoś wsłuchuje się w gwiazdy?
Kogo obchodzi, co widzi księżyc?
Czy ląd poda nam dłoń? Yalla. Yalla!

[1] W języku arabskim wezwanie do pośpiechu: „prędzej”, „chodźmy”.

Advertisements

Waiting

A piece from the collection Over Land, Over Sea, written by Kathleen Bell, that I translated as part of the Journeys in Translation project (which is still open to contributors!):

***

In English:

Waiting

When morning came, she knew that the people outside were not ghosts. Cautious, she stood, walked to the window, and looked. There were more than she thought. Their silence had deceived her. They were careful too. Grown-up hands steered infants away from her flower-beds. Next year’s vegetable harvest was safe. A man looked up and the bundle close to his chest stirred. How unwise to bring a baby here. The man’s glance caught hers, and beneath his patience she perceived a dreadful urgency. They were not ghosts – not yet. She drew the curtain across, returned to her chair, and waited.

***

In Polish:

Czekanie

Kiedy nastał ranek, wiedziała, że ludzie na zewnątrz nie są duchami. Ostrożnie wstała, podeszła do okna i wyjrzała. Było ich więcej, niż myślała. Cisza za oknem ją zmyliła. Byli ostrożni tak jak ona. Dorosłe ręce zawracały dzieci z drogi, kiedy szły w stronę jej grządek. Przyszłoroczne plony były bezpieczne. Jeden z mężczyzn podniósł głowę i zawiniątko, które trzymał przy piersi, poruszyło się. Jak niemądrze wziąć tu ze sobą niemowlę. Spojrzenie mężczyzny schwyciło jej spojrzenie i pod pozorem cierpliwości dostrzegła przerażenie, i naglącą potrzebę. Nie są duchami – jeszcze nie. Zaciągnęła zasłony, usiadła z powrotem na krześle i czekała.

Stories from ‘The Jungle’

Here’s another poem I translated for the Journeys in Translation project. In this one, Emma Lee retells the stories of six people from the Calais camp and their families. It was a challenge to render the already long lines in Polish, a language that tends to stretch sentences even more, but I was determined to translate this one. “Stories from ‘The Jungle'”, each one very personal and moving, really stuck with me.

Oh, and I forgot to mention in my previous post: by buying the original collection of poems, you support the foundations Doctors Without Borders, Leicester City of Sanctuary and Nottingham Refugee Forum.

***

The poem in English:

Stories from ‘The Jungle’

Everything Abdel sees is smeared, despite his glasses.
With the sleeve of a dusty shirt, he pushes grime
From the middle to the edges of his lenses.
They’ve witnessed family fall victim to war crimes.
He could shower for a fortnight and never feel clean.
English is an official language in Sudan.
At sixteen he wants to join relatives already in england.

To dodge military conscription, Sayid, 20, fled from Syria.
Inspired by the story of one of his heroes, William Gibson,
Sayid got to Egypt, then packed on a small boat to Lampedusa,
Through Italy to France, from where he can only move on.
On a borrowed laptop he listens to Syrian pop music.
He’d love to cook. He still has to pay a trafficker
weekly for the right to chase lorries to his brother in England.

With a bandaged hand Abdul, 21, tells of imprisonment
And gestures to describe the electric shocks he received
After his arrest by the Sudanese government.
His tribe also harassed by rebel militia. He feels deceived
By traffickers. Despite his razor-wire injury,
he’ll try again. Sudan was an English colony.
He wants to stop looking over his shoulder.

When a tiger stalks, play dead. But it’s hard not to run.
When his friends were arrested in Eritrea, Hayat fled
and moved from Ethiopia to Libya and across the Mediterranean.
He became tiger, his prey an England-bound train. His hunt failed.
His broken arm cast, he hunkers in a makeshift, tented cave.
A tiger fails nine of ten hunts. He’s five down, four more to brave.
English is the only European language he speaks.

At Baath University in Homs, his English Literature studies
were interrupted by conscription. Firas drew and followed an isopleth.
Three family members were killed by Syrian government forces,
he couldn’t bear to see or be responsible for any more death.
Skin torn by razor-wire, he still dreams of Oxford spires.
Relatives live in several English towns, all with universities.
He wants to use the language he’s immersed himself in.

Ziad was a respected lawyer in Daara. Now he fidgets,
grubby and injured from climbing fences, dodging
security and avoiding dogs. The pack of cigarettes
crinkles as he weaves it in his fingers, emptying
a last curl of tobacco. He didn’t smoke them but can’t finish
with the packet. He translates legal arguments into English.
He wants to join relatives and practice law again.

These stories are based on newspaper reports. Names have been changed.

***

The poem in Polish:

Historie z „dżungli”

Przed oczami Abdela wszystko zamazane, mimo że ma okulary.
Rękawem brudnawej koszuli rozciera sadzę
Na szkłach – ze środka na brzegi.
Widzieli, jak cała rodzina pada ofiarą zbrodni wojennych.
Mógłby myć się co chwilę i ciągle czuć się brudny.
Angielski jest jednym z języków urzędowych Sudanu.
Szesnastoletni Abdel chce dołączyć do krewnych, który są już w Anglii.

Aby uniknąć poboru, dwudziestoletni Sayid uciekł z Syrii.
Zainspirowany historią jednego ze swych idoli, Williama Gibsona,
Sayid dostał się do Egiptu, wsiadł do łodzi w kierunku Lampeduzy,
Przez Włochy dotarł do Francji – stamtąd może tylko ruszyć dalej.
Na pożyczonym laptopie słucha syryjskiego popu.
Chciałby być kucharzem. Na razie co tydzień musi płacić przemytnikowi,
By gonić za ciężarówkami do Anglii, do swojego brata.

Dwudziestojednoletni Abdul opowiada o swoim uwięzieniu
I gestem – jedna dłoń w bandażu – pokazuje elektrowstrząsy,
Które dostał po aresztowaniu przez rząd Sudanu.
Rebelianci również nie dają spokoju jego plemieniu. Czuje się oszukany
Przez przemytników. Pomimo rany od drutu kolczastego
Spróbuje jeszcze raz. Sudan był kiedyś kolonią brytyjską.
Abdul chce przestać oglądać się za siebie.

Kiedy tygrys się skrada, stój w miejscu. Ale instynkt każe uciekać.
Gdy aresztowano jego przyjaciół w Erytrei, Hayat uciekł z kraju,
Przebył Etiopię i Libię, a potem Morze Śródziemne.
Stał się tygrysem, a celem – pociąg do Anglii. Polowanie się nie udało.
Z ręką w gipsie przykucnął w prowizorycznym namiocie-jaskini.
Tygrys wraca głodny dziewięć na dziesięć razy. Stawił czoło pięciu,
Zostało więc cztery. Angielski to jedyny europejski język, jaki Hayat zna.

Jego studia z literatury angielskiej na uniwersytecie Al-Baath w Homs
Przerwał pobór do wojska. Firas narysował na mapie linię i podążył za nią.
Troje z jego rodziny zostało zabitych przez wojsko rządu syryjskiego.
Czuł, że nie mógł być świadkiem lub sprawcą ani jednej śmierci więcej.
Ze skórą zszarpaną drutem wciąż marzy o studiach w Oksfordzie.
Jego krewni mieszkają w różnych miastach w Anglii, w każdym – uniwersytet.
Firas chce mówić językiem, który tak go zafascynował.

Ziad był w Darze uznanym prawnikiem. Teraz kręci się,
Brudny, pokaleczony od wchodzenia na siatki, ukrywając się
przed strażą i unikając psów. Paczka papierosów
Szemrze, kiedy skręca ją w palcach, wyciągając ostatni
Zwitek tytoniu. Wcześniej nie palił, ale teraz
Jedna paczka nie wystarcza. Tłumaczy teksty prawne na angielski.
Chce dołączyć do krewnych i znowu być prawnikiem.

Powyższe historie zostały oparte na wiadomościach prasowych. Imiona bohaterów zostały zmienione.

But One Country

Here’s a poem by Rod Duncan that I translated as part of the Journeys in Translation project, a project that calls upon translators around the world to translate poems from Over Land Over Sea: Poems for those seeking refuge from English into other languages. You can still take part! More information: Journeys in Translation

The poem in English:

but one country

our home
is but one country
truly, the whole earth
is there for them to settle
tell us if you can, where else
shall we go when they have come?
they do not belong in our homeland
you should blush when you say to us
we must turn our vision up-side down

 we must turn our vision up-side down
you should blush when you say to us
they do not belong in our homeland
shall we go when they have come?
tell us if you can, where else
is there for them to settle
truly, the whole earth
is but one country
our home

The poem in Polish:

Tylko jeden kraj

Nasz dom
— Jeden kraj
Na całym świecie
Jest dla nich dość miejsca
Mówcie, jeśli wiecie, gdzie
Mamy pójść, gdy się tu zjawią?
W tym kraju nie ma dla nich miejsca
Powinno wam być wstyd mówić nam, że
Czas wywrócić swój świat do góry nogami

Czas wywrócić swój świat do góry nogami
Powinno wam być wstyd mówić nam, że
W tym kraju nie ma dla nich miejsca
Mamy pójść, gdy się tu zjawią?
Mówcie, jeśli wiecie, gdzie
Jest dla nich dość miejsca
Na całym świecie
— Jeden kraj
Nasz dom